Alpy Bawarskie & Stubaiskie

  

9 czerwca- Sobota

 Gdzie by tu pojechać na tydzień co by nie tracić zbyt wiele czasu na dojazd a było po czym się po przechadzać? Może jakieś Alpy.. OK. Alpy Bawarskie- w jeden dzień da się dojechać i przy okazji zrobić tam krok do Korony Europy J Niezbędny sprzęt i krzynka żarcia leży w bagażniku, mapa Bawarskich pod ręką i plan wejścia na Zugspitze a jak starczy czasu to zrobimy cos jeszcze. Jazda do Garmisch Partenkirchen. Zajeżdzamy na kemping w Grinau na obrzeżach GaPa. Z kempingu pocztówkowa panorama górek w które wejdziemy jutro!

10 czerwca- Niedziela

Zostawiamy auto na kempingu i przez wypieszczone uliczki idziemy do podnóża gór by wzdłuż potoku Hamersbach doliną Hollental móc dostać się w głąb gór. Po około godzinie mijamy Hollental-Klennergaugs Hutte i pod górę dalej podążamy do Hollentalgerhutte (1387) nieświadomie wybierając wariant trasy górą. Jakieś 300 m za schroniskiem przy wyschnietym korycie potoku rozbijamy namiot. Wokół ściany, dolina wygląda na jakby odciętą od świata- uroczo. Chcemy w ramach aklimatyzacji wyjść na pobliski grzbiet Wexenstain i jeden z 2 tysięczników-  wydaje się akurat na dziś.. Niestety ferraty wykropkowanej na mapie nie znajdujemy śladu, jak później dowiadujemy się od obsługi schroniska kiedyś były ubezpieczenia ale już nie ma.. Wobec tego podchodzimy pod wodospad Wasserf i kawałek farratą czyli z niemiecka wdzięczne i dźwięczne Klettersteig. Wieczór schodzi na pszenicznym bawarskim browku. Nasz plan wejścia na Zugspitze i dalej przejścia przez Jubilat.. grań wali się gdy spotykamy dwóch niemieckich Polaków (lub polskich Niemców), wstąpili tu sobie na weekend. W przeciwieństwie do nas mają opis szlaków z podanymi czasami przejść i jasno widać że taka pętelka nie przejdzie:/ a na mapie tak dobrze wyglądało J 

11 czerwca ?Poniedziałek

 

Idziemy na Zugspitze droga tam i z powrotem. Pod wodospad, ferratą, trawers kamiennym zboczem aż do lodowca Holentall ferner. Nie ma potrzeby zakładania raków, kosimy go centralnie przez środek, snieg miękki. W sumie jest to bardzo mały lodowiec więc szybko przechodzimy go do szczeliny brzeżnej i wchodzimy w skały, od razu w ubezpieczone- wpinamy się. Systematycznie pniemy się do gó?y mając pod ręką linę, praktycznie bez większych trudności. W odległości kilku metrów od szlaku dostrzegamy kask- fajny niemiecki J ale nie z wojny ino wspinaczkowy. Troche śliskie skały, ale mały manewr i jest nasz. Następna zdobycz to już bliski szczyt . Dosyć sporo mgły, po drugiej stronie grani w dole odsłania się jednak czasem jezioro Elbsee i liny kolejki :/ Wchodzimy na Zugspitze (2962), fajnie najwyższy szczyt Rzeszy, widoki.. ale te tragiczne budowle- stacja kolejki, tarasy widokowe, restauracje. Całe szczęście tą zdobycz cywilizacji widzimy tylko ze szczytu, reszta drogi jest wolna od takich atrakcji, jak i turystów. Ledwie dwie osoby spotkane w zejściu czyli z wejściem przez 9 godzin. 

12 czerwca ?Wtorek

 

Nazajutrz celem Alpspitze- drugi co do popularności w RFN. Początkowo przez kosówki w dolinę Mathaisenker, gdzie dobrze czują się kozice, mają tu spokój i przestrzeń do hasania. Dalej jest farrata i po kruchych kamieniach, znów ferrata i po 5 godzinach jest Alpspitze (2628), z niego widoki na GaPa. Około godziny poniżej stacja kolejki, ale ta godzina to już spore utrudnienie dla narodu niemieckiego więc jest spokojnie. Cisze na szczycie zakłóca tylko patrolujący helikopter (u nas są śmigłowce ale tam helikoptery ;). Schodzimy inną droga by zrobic sobie pętelke. Ze schroniska przy kolejce jakis tubylec coś krzyczy, gestykuluje ale nie kumamy go. Idziemy sobie spokojnie przez Rinderweg, zejście very okey. Dochodzimy do konkluzji że dałoby się zrobic pętle Holental-Zugspitze-Jubile…-Alpspitze przy założeniu noclegu w Hollentalgenhut- schron gdzie by trza mieć jakis spiwór i sprzęt odpowiedni i paszę, nie wiadomo ino jak oznaczona jest owa Jubile grań… Lądujemy do namiotu , żarełko i decyzja zejścia do Garnisch, przy schronisku nastepny tubylec cos do nas woła..tego już rozumiemy-okazuje się że w przełomie potoku zwaliły się kamienie i nie ma przejścia, trza wracac wariantem górnym szlaku co nie jest zgodne z zamierzeniem ale jak mus to mus. Na kampingu jesteśmy już o zmierzchu..i mamy plan. 

13 czerwca ? Środa

 

Plan to najpierw do sklepu, głównie po browce bawarskie bo z Bawarii już zjeżdzamy.. Przez Insbruck w kierunku Alp Stubaiskiech na pogranicze Austrii i Włoch ale po stronie austriackiej. Zaopatrujemy się w mape na stacji benzynowej. Przy osadzie Grabalm- dwa domy i parking przy szosie, na którym zostawiamy auto. Robimy niespałna 700 m podejście mijając schronisko Sulzenenalm a następnie Sulzenanuhutte w sumie około 2 h. Te drugie nie robi na nas wrażenia- w każdym razie nie zachęca. Gdzieś w zasięgu wzroku od schroniska ale tak by nie było nas widać rozbijamy się w pośpiechu bo zaczyna przyśpieszać z opadem.    Cholerne kempy trawy nie daja komfortu w namiocie ale jak się później okaże to bardzo dobre miejsce bo pobliskie łączki zamienią się w jeziorka po niewielkim w sumie deszczu a woda w potokach podnosi się o jakies pół metra.. 

14 czerwca- czwartek

 

Coś chrząka na zewnątrz. Kto? Po co? Wychylamy się.. ze wzsystkich stron stoją barany i patrzą na nas swym tepym wzrokiem. Idziemy na Wilder Freiger (3418) wariantem od wschodu. Po drodze malowinicze jezioro Grunausee. Podejście przez ujeżdżajace na glinie kamienie- efekt świeżo roztapianych śniegów, i dalej przez pola śnieżne. Nieplanowanie po drodze (a właściwie po kamieniennych płytachJ) wchodzimy na jakiś 3 tysiecznik, który mielismy ominąć trawersem.. w efekcie z pół godziny nadróbki i zejście na powrót do trawersu bo dalej grań za bardzo graniasta;) Lodowcem podchodzimy do budki pograniczników autriackich , wykonanej z miejscowego budulca, czyli kamienia. Niestety jest w stanie rozpadu. Dalej już tylko kawałek granią do szczytu, trzeba wziąć pozor na nawisy. Przybijamy piatki i decydujemy się na zejście wariantem przez Lubeckner Scherte i wzdłuż lodowca Fernerstube. Jest ładnie i słonecznie wiec bez problemu widac gdzie iść. Około 1,5 h eksponowana granią, tylko częściowo ubezpieczony dość śmiało poprowadzony szlak. Brzegiem łatwego lodowca w dół i brzydką szeroka doliną do bazy.Lenistwo do wieczora i spanie wsześnie jak nigdzie indziej. 

15 czerwca- piątek

 

Gdzie jak gdzie ale nie iść na cukrowy kapelusz? Bo tak właśnie tlumaczyć sobie trzeba nazwę Zuckerhutl. Tym bardzi że droga wiedzie przez lodowiec Sulzenaufarner do przełęczy Pfaffen Sattel skąd zarazem można wskoczyć na Zuckra (3507) i w lewo na Wilder Pfaffer (3456). Przed wejściem w lodowiec kolejna zdobycz!!! Znajdujemy raki produkcji RFN jeszcze z przed zjednoczeniem z NRD ale w dobrym stanie. No to odbiłem sobie zostawione raki pod Glossglocknerem trzy lata temu ;-) Pierwszy raz też przydaje się cały osprzęt, poprzednio czekan był przydatny sporadycznie acz nie koniecznie. Strome podejście, spore seraki a słabo widać (mgła). Są jakieś resztki śladów po poprzednikach , kierunek nam się z grubsza zgadza. Szczelin na wierzchu nie widać więc idziemy dość ostrożnie. Trafiamy w okolice przełęczy Pafffener Sattel (3344). Granią do szczytu już się nie decydujemy. Gówienko widać i to niezbyt wyraznie ;-) Nie ma sensu się pchać tym bardziej że dokładnie nie wiemy którędy. Przy zejściu jakby bardziej widać powagę nachylenia, więc powoli zabijając za każdym razem mocno czekan, śnieg lepi się do raków. Po płaskiej części lodowca woda tworzy już sobie strymyki..Bez Zuckerhutla, ale się tym za bardzo nie martwimy. Spędziliśmy sobie fajne dni w górach bez kontaktu z cywilizacją i ludzmi z nielicznymi wyjątkami. Zostajemy sobie jeszcze na noc w górach, do rana. 

16 czerwca- sobota

 

Zejście do auta i wypad do domu. Koniec. Fajnie spędzony tydzień w Alpach, tylko czy ktoś tam wogle chodzi po takich bocznych alpejskich pasmach? Tak! My!

Skomentuj




Your comment

W treści można wstawiać te tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Ważne: Komentarze na naszej stronie są moderowane, co może powodować opóźnienie w ich pojawieniu się tutaj. Prosimy w związku z tym, abyście nie dodawali tego samego komentarza kilka razy.

Posted by Adahu, filed under Uncategorized. Date: January 11, 2008, 12:01 pm |