KILKA SŁÓW O CZARNOHORZE
Nie będzie tym razem typowej relacji, bo i jak ją napisać dwa lata po wyprawie? Jakoś nie dało się wcześniej, tak to już bywa
Nie przepraszam tez za jakość zdjęć, bo wystarczyło już naszej złości za pecha awarii dwóch posiadanych aparatów, a z tych fotek co pozostały nie było już jak wybierać. Zamieszczamy w galerii co mamy, chociażby ze względu na wartość w tej chwili już historyczną, reszta obrazów pozostaje w naszej pamięci.
Czarnohora a właściwie Gorgany i Czarnohora - wyjazd odbył się w ramach majówki 2003. Udział wzięli Marta, Piotr, Adam oraz chłopaki ze Śląska, którzy towarzyszyli nam w podróży i z buta do Przełęczy Legionów w Gorganach gdzie nasze drogi się rozeszły. Oni za cel obrali najwyższy szczyt Gorganów Sywulę, my przejście połoniny Czarnej w Gorganach oraz pasmo Czarnohory główna granią. Jak się później okazało cele zostały zrealizowane lecz w obu przypadkach nie bez przygód. Głównym powodem zdał się być mimo mocno wiosennej pory głęboki śnieg , brak znakowania szlaków i gęste zalesienie uniemożliwiające lepszy wgląd w okolicę, co przy przedwojennych mapach w skali 1:100000 okazało się mieć decydujące znaczenie. Więc pierwsza rada! Jak błądzić to tylko w Gorganach J Właściwie jedynym i najlepszym znakiem orientacyjnym są pozostałości słupków granicznych z czasów gdy jeszcze Rzeczpospolita tam sięgała, wiodą one wzdłuż głównych grani towarzysząc nam przez całe pasmo Gorganów i Czarnohory.
Gorgany o tej porze roku to wprost wymażone tereny dla tych co lubią wyciszenie, spokój, noclegi na “dziko”, ogniska, samotność - w naszym przypadku od opuszczenia cywilizacji, pierwszych żywych zobaczylismy po czterech dniach. Wiele wrażeń dostrcza transport po rejonie poczynając od pociągów, przez siedmioosobową taksówkę typu Wołga z kierowcą o wdzięcznym pseudo- Sasza Inwalid, samochody ciężarowe ZIŁ, Kamaz pełniące rolę transportu publicznego i zabierające ludzi na “pakę”- trzeba wejść zgrabnie po drabince a jak ktos nie daje rady to towarzysze pomogą i wciagna za nogi za ręce, aż po zwykły drewniany powóz. Wspomnieć należy miejscowych turystów dzielnie, często w trampkach zdobywających narodowy szczyt Howerlę. Właśnie wokół Howerli gromadzi się jedyne większe zgromadzenie turystów, magia najwyzszych szczytów jak zwykle robi swoje!
A nasza trasa wyglądała tak:
Przemyśl- Lwów- Stanisławów (Iwanofrankowsk)- Rafajłowa- ( i dalej z lacza)-Przełęcz Legionów- Urya- Połonina Czarna (Durna 1709, Bratkowska 1792, Steryszora 1723)- Jasina- Laześcina- Howerla 2058- Turkuł- Pop Iwan 2022- Dzembornia- Werchowyna (Żabie)- Kołomyja- Lwów- Przemysl
Możecie ją prześledzić na tej oto mapce:
